Z kurtuazyjną wizytą w Poznaniu
Ależ ten czas szybko leci. Już minął tydzień od naszego wyjazdu z Anią do Poznania. Celem naszej podróży była wizyta u mojej kuzynki Kaśki oraz jej męża Damiana. Dżizus, ale oficjalnie mi się napisało:)) W każdym bądź razie już długo nie mogliśmy się doczekać na ten wyjazd. Przygotowywałem się do niego prawie miesiąc. Ktoś powie „wariat, przecież to rzut beretem z Wrocławia”. Dokładnie tak jest, ale ja lubię mieć wszystko zapięte na ostatnie koło w samochodzie. W sumie bez Frani nie wiele by się zdały nasze plany więc od jej sprawności wiele zależało. Przez cały miesiąc marzec musiałem borykać się z różnymi jej fanaberiami. Drogo mnie to wszystko kosztowało, ale wiecie co? Opłacało się:)) Bo wyjazd wypadł na 100%
Do Poznania jechałem pierwszy raz w życiu. Nie tylko, że samochodem, ale też w ogóle był to mój wyjazd do miasta, które znam tylko z dworca PKP:)) Jechało się szybko. Szczekaczka w postaci nawigacji dobrze sobie radziła (bo jak można sobie nie poradzić na trasie, która jest cały czas prostą drogą) :)) Po około trzech godzinach dojechaliśmy do celu podróży. Zaparkowałem prawie pod domem Kaśki za co dostałem potem solidny opieprz bo miałem się odezwać jak tylko wjechaliśmy do miasta:)) Cóż tak wyszło:) Aaaa i wiecie co było jeszcze śmieszne w tym wszystkim? Jechałem do miasta gdzie w tym czasie grał mecz Śląsk Wrocław z Lechem Poznań:)) Niby nic strasznego, ale wiecie jak mam wałbrzyskie blachy:) , więc różnie to mogłoby być.:))) Na szczęście nie dostałem żadnej pieczątki o tamtejszych fanów:))
Kasia przywitała nas bardzo serdecznie:)) Szczególnie mnie:)) mówiąc : No to wnoś te walizki i czekamy na Ciebie w domu:)))Zabrała moją Anię i se poszły:)) Cała Kaśka:))) Ale muszę przyznać, że robi wyśmienite mielońce:))
Jak jest fajnie to czas zawsze szybko leci:) I tak było i tym razem. W taki krótkim czasie obejrzeliśmy film z wesela, ja zaliczyłem Spartakusa, opowiedzieliśmy sobie wiele ciekawych historii i jeszcze wrócił Damian z imprezy firmowej:)))) To określenie najbardziej mi sie podoba:)) bo wiadomo, że na takich imprezach bardzo dużo czyta się książek:)) My również zaczęliśmy czytać jedną książkę ale fabuła była trochę za ciężka i Damian musiał się położyć:)) Jednak jak to się mówi: Jutro też jest dzień:))
Noc również to dla mnie jest wyzwanie:) Szczególnie nie chciałem zaburzać harmonii snu niektórym lokatorom:)) Mam okropne tendencje do chrapania:))) Podobno, sam tego nie słyszałem, ryczę jak niedźwiedź, czym już doprowadziłem do szału nie jedną osobę:)) Na szczęście Ania nade mną czuwała:)) I chyba nie przydarzył mi się żaden taki przypadek:))
Kolejny dzień – sobota:) Pogodynka trochę nawaliła ze swoimi czarami bo tego dnia trochę padało w Poznaniu. Ale tak jak było to zamierzone, tak udaliśmy się po śniadaniu na zwiedzanie miasta:)
W pierwszej kolejności udaliśmy się na Maltę. Następnie pojechaliśmy do Centrum. Poznań- miasto jak miasto. Tramwaje, remonty, wykopki, koleiny i …ogromna ilość ludzi. Udaliśmy się na Starówkę, Rynek oraz zaliczyliśmy Stary Browar, czyli poznańską Magnolię. Panie oczywiście nie omieszkały iść na zakupy, chociaż i my z Damianem wykorzystaliśmy ten moment i udaliśmy na małe piwko z za dużego kufla;))
I wiecie co, nasunęła mi się taka o to mała refleksja: Poznań to kraina sklepami z butami płynąca. Na jednej ulicy chyba Półwiejskiej, jak dobrze pamiętam, było ich chyba z 14:)) i tak na przemian: sklep z butami, sexshop, sklep z butami,księgarnia, sexshop, sklep z butami…:)) a może głodnemu chleb na myśli…:)))) (sam się teraz rozśmieszyłem);))
Kaśka pokazała nam pomnik „Poznaniaka który nie istniał”, czyli „Starego Marycha” – pomnik legendarnej, fikcyjnej postaci Starego Marycha (typowego Poznaniaka posługującego się gwarą poznańską), stworzonej przez Juliusza Kubla na potrzeby poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia. Słuchowiska czytał Marian Pogasz i to jego twarz posiada pomnikowy Stary Marych.:))) I ja go uwieczniłem;))
Oprócz tego całe centrum było owładnięte fioletowo – żółtymi królikami ( pewnie myślicie że tak samo je wiedziałem jak tego nieistniejącego poznaniaka:)) ale niestety Nie:)) je również uwieczniłem:))
Trochę byłem zaskoczony poznańskim Rynkiem. Myślałem że jest trochę większy. Bo chyba na filmach to trochę to inaczej wygląda. Ale cóż podobne zaskoczenie było dla mnie jak pierwszy raz przeszedłem się po warszawskiej Starówce. Również wtedy myślałem, że jest to ciupinę większe, ale wiecie: magia kina robi swoje:))))
W każdym bądź razie, Rynek przypominał mi bardzo ten we Świdnicy. I to pod względem gabarytowym oraz zagospodarowania. Nie widzieliśmy co prawda trykających się poznańskich koziołków ale za to mamy Bamberkę:)) Długo się zastanawiałem od czego ta nazwa jest ale się doczytałem, że Bamberka wywodzi się od nazwy stroju jaki miała na sobie i jest z nosidłami i konwiami używanymi w winiarstwie. Ot taka ciekawostka turystyczna:)) jak we Wrocławiu np. Jatki:)
Damian w Rynku zaopatrzył nas dwie biało – czerwone flagi, przez które to o mało co Kaśka nie wyrzuciła z samochodu:) Ale wiecie jak to jest, facetowi to niewiele do szczęścia potrzeba:))) Ostatnią zaplanowaną atrakcją miał być nowy stadion Lecha. No cóż, zobaczyłem kopułę stadionu i….. masę kibiców oraz policji. Nie udało nam się zobaczyć tej budowli od środka, ale mam nadzieję że następną razą to się uda zrobić. Po takich o to atrakcjach wróciliśmy do domu. A tam, cóż nie będę ukrywał, że z Damianem dokończyliśmy „książkę” ,a panie przygotowały świetną kolację. Mamy z Damianem wspólny temat, może trochę znienawidzony przez kobiety, zaraz po piłce nożnej zapewne i polityce. Mianowicie mogliśmy opowiadać o swoich samochodach cały dzień i noc. Ja miałem okazję zasiąść w jego BMW E39 S5..piękna maszyna:)) nie będę się rozpisywał o niej za dużo, pokażę tylko jej zgrabną figurę;)) Ale moja Frania również jest zgrabna! a co:))!
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i trzeba było już myśleć o powrocie do domu następnego dnia. Krótko mogłoby się wydawać ale bardzo intensywnie:)
Wszystko co dobre szybko się kończy. Wyjechaliśmy około 12 tej i po trzech godzinach podróży dojechaliśmy szczęśliwie do Wrocławia. W głowie mieliśmy jeszcze cały czas Poznań, bo bardzo nam się podobało:) Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się jeszcze z moimi dwoma kuzynkami, siostra Kasi: Magdą oraz Karoliną:))
I na tym mogę zakończyć ten wpis:) Dziękuję że dotrwaliście do końca:) Zapraszam również do obejrzenia paru zdjęć z tej naszej podróży:)))
Pozdrawiamy z Anią:))) i oczekujemy że niebawem znowu się spotkamy:))
I pozostałe zdjęcia:
- Katarina w ręce trzyma mój magiczny dysk;))
- Widok na Maltę
- Pomnik Starego Marycha w Poznaniu
- Stary Marych i Kłólik
- Poznański Rynek
- Na Malcie, jest taki oto zegar słoneczny. Tylko chyba się popsuł bo nie było słońca:))
- Sztuczny stok narciarski na Malcie
- Katarina
- Przygotowania do wiosny:)
- Zawracamy? :))
- Bardzo podejrzany element:)) potem było ich znacznie więcej:)
- Poznan Downtown;)))
- W Poznaniu są bardzo dobre PON-CZKI:))
- Podrywacze o niewinnych twarzach:) Coś jak swego czasu we Wrocławiu Teletubisie:)
- Stary Browar, czyli trochę większa Magnolia:)
- Stary Browar na ul. Półwiejskiej
- Stary Browar na ul. Półwiejskiej
- Mafia Kłólicza – btw dobrze że nie kacza:))
- Stary Browar
- Fioletowe rządzi:))
- Od jaja strony:)))
- Plac zabaw: „Pod wielkiem Jajem” :))
- Stary Browar
- Stary Browar
- Każdy chciał mieć zdjęcie z fioletowym kłólikiem:))
- Poznań, high noon;))) siesta bo taki był upał:)
- Rynek i to lubie fotografować: Lampy
- Coś jak Elik:)
- Stary Browar
- Jak z żurnala:)))
- Czyżbym był w Gdańsku?:)) za dużo książek przeczytałem:))
- Rynek
- „W ciągać brzuchy!” Z Kaśką
- Rynek – koziołków nie uraczyłem:)
- Bamberka
- Kaśka i Damian
- Rynek
- Ania i Kaśka
- Rynek
- Stara kamienica w Rynku w Poznaniu
- Rynek
- Widok na Rynek w Poznaniu:)
- Mały ale jaki wariat:))
- Muszę jedną odebrać:)))) – zawsze jest pretekst żeby przyjechać
- Lans:))
- Architektonicznie
- Jak do paszportu:)))
- E39 Bobas Damiana:)))
- Zaraz przed wyjazdem:) Ania i Katarina:)























































